Wojciech Górski jest z Tourettem od zawsze. Z chorobą tików, przybierających formę mimowolnych – czasem dość dziwnych – ruchów, musiał zaprzyjaźnić się, aby normalnie żyć i realizować swe artystyczne pasje. Tym pasjom – jak mówi – oddaje się bezgranicznie. Lubi wyzwania i nowe doświadczenia i przede wszystkim pracuje z uporem, aby udowodnić, że pasja, choć nie pokona choroby, może czasem z nią wygrywać i wtedy radość tworzenia przekształca się – tak zwyczajnie – w radość życia.
Wojciech urodził się w Zamościu. Jest absolwentem tutejszego liceum plastycznego, które ukończył w 1991 roku. Zaburzenie neurologiczne, z którym zmaga się od urodzenia, uniemożliwiło mu kontynuację artystycznego kształcenia na wyższej uczelni. Doświadczenia własnego życia z zespołem Tourette’a przekuwa ostatnio w miedź. Na realizację tej nowej pasji, jaką jest poznawanie techniki trybowania, może pozwolić sobie dopiero teraz, gdy ma już ugruntowaną zawodową pozycję ilustratora. Nie poddaje się chorobie, doskonaląc z uporem i determinacją – „na własną rękę” – każdy nowy artystyczny czy rzemieślniczy warsztat. Pierwsze ilustracje wykonywał w technice akwareli, ale tradycyjne malarstwo zastąpiła dziś technika. Choć komputer i tablet nie zawsze potrafią oddać lekkość i ulotność rysunkowej kreski, to jednak są metodami pracy wymuszonymi przez tempo dzisiejszego życia.
W dzisiejszym świecie, w którym do komunikacji wykorzystujemy skróty i emotikony, dla młodego odbiorcy sztuki obrazy wyglądają nieco inaczej niż dawniej. Nie ma oryginalnych ilustracji, bo wydawnictwa zamawiają je w formie cyfrowej. Nadal jednak najważniejsza jest czytelność estetycznego przekazu adresowanego do młodego człowieka. Górski cały czas tworzy z dziecięcą wrażliwością, ze świadomością, iż sam musi poddać się urokowi tekstu tak, aby jego ilustracja, estetyczna i wyrazista, trafiła do wyobraźni dziecka – do świata, w którym wszystko może się zdarzyć. Z łatwością sam wchodzi w tę bajkową krainę, bo dziecięcą świeżość spojrzenia zachowuje do dziś. Żywiołowość, duża ekspresja, nasycona płaską plamą to cechy jego ilustracji, które – jak mówi – dostosowuje do wrażliwości współczesnego dziecka, jego rodziców i również do potrzeb zleceniodawców. Górski udowodnia, że mimo braku dyplomu wyższej uczelni, można sprostać wymaganiom rynku wydawniczego w dziedzinie ilustracji. Osiągnął to niewątpliwie dzięki wrodzonemu talentowi rysownika. Ma dziś bogaty artystyczny dorobek – całe mnóstwo obrazów w książkach dla dzieci (sam nie jest w stanie podać liczby), także ilustracje do podręczników i czasopism. Wojciech unika wystaw i publicznych wystąpień. Mieszka w Warszawie, tworzy online, ale często bywa w swym rodzinnym mieście gdzie ma pracownie i warsztat.
W roku 2020 dał się namówić do udziału w zamojskim festiwalu „Ulica Literacka”, organizowanym przez Zamojski Dom Kultury. W roku 2021 uczestniczył w imprezie dla dzieci pod patronatem Prezydenta Miasta Zamościa z okazji Dnia Dziecka. W Parku Miejskim prowadził warsztaty połączone z wystawą swoich ilustracji. Latem w tym samym roku
zaprezentował niewielką część swego ilustratorskiego dorobku w małej galerii zamojskiej kawiarni artystycznej “Mazagran”.
Wojciech ma w swym życiorysie ilustratora rzecz wyjątkową – obrazy do pierwszej w Polsce (i może też w Europie) książeczki dla dzieci o zespole Tourette’a pt. „O Wojtku, który tikał”. Górski jest pierwowzorem bohatera, a swoją własną historię życia z chorobą przełożył na obraz. Wyraźnie widać, że ta twórczość przechodzi swoistą ewolucję, bo artysta wciąż poszukuje nowych metod wypowiedzi. „Tikanie” pokazał dzieciom między innymi po to, by uświadomić im, że z chorobą można normalnie żyć. O zespole Tourette’a mówi teraz używając jeszcze innego języka sztuki – łączącego malarstwo, rzeźbę i rzemiosło w jedną całość.
Nowym doświadczeniem Wojciecha Górskiego jest praca z miedzią – materiałem, który w formie pierwiastka jest niezbędny do funkcjonowania naszego organizmu. Metal o czerwonawej barwie (w świetle przechodzącej w zieleń) jest ciepły, błyszczący i twardszy od złota. Noszenie ozdób z miedzi, mającej właściwości antybakteryjne i antywirusowe, łagodzi ból. Maska ochrania twarz, a trybowane maski wykonane z tego materiału urastają w naszej rzeczywistości do rangi metafory. Maski Wojciecha mają jednak określony przekaz. Umieszczone na kwadratowym malarskim podobraziu stają się dominantą kompozycji. Maski mówią, a ich wyraz i ekspresja to nie tylko rezultat artystycznych poszukiwań, lecz przede wszystkim odbicie prawdziwej twarzy zniekształconej chorobą. To twarz człowieka, który żyje z Tourettem. Emocje jakie się z tym niełatwym życiem wiążą oddaje malarska forma – zestawienie barw i kształtów. Wszystkie „twarze Tourette’a” umieszczone są na kwadratowej powierzchni o wymiarach 90 x 90 cm. Każda z nich ma swój tytuł i oznaczona jest też datą powstania. Pierwszą wykonano w lipcu 2021 roku.
Na stworzenie całego cyklu, liczącego 16 kompozycji, autor potrzebował niespełna roku. Pracował więc intensywnie z zamiarem prezentacji prac w odpowiednim czasie – 7 czerwca – w Światowym Dniu Świadomości Zespołu Tourette’a. Te kompozycje – jak odbiór każdego dzieła sztuki – skłonią widza do własnych poszukiwań i interpretacji, w których z pewnością pomoże dobór motywów takich jak oczy, labirynt czy serce. Nieprzypadkową jest też malarska struktura obrazu (gładka lub impastowa), którego barwa może być odbierana również w kategoriach symbolu.
Kilka wieków temu Theodore Gericault stworzył cykl „Monomanów”, aby uświadomić społeczeństwu, że obsesyjne opanowanie umysłu przez jedną myśl jest chorobą, a nie szaleństwem. Wojciech Górski, mówiąc językiem sztuki, uświadamia nam dziś, że nietypowe zachowania, w mowie czy w gestach, są także chorobą, której nie można odbierać jako dziwactwo czy szaleństwo i – co najgorsze – nie można wyleczyć. Trzeba mieć odwagę (i talent), aby symboliczną maskaradę, której wodzirejem jest sam Tourette, uczynić tematem sztuki będącej odbiciem własnych, bardzo osobistych przeżyć i doświadczeń, których pokazanie światu może uczynić go lepszym.
Izabela Winiewicz-Cybulska
Najpierw fotografuję twarz – wywołuję na niej grymas, potem szkicuję. Taki rysunek przenoszę na blachę miedzianą, używając do tego specjalnego rylca. Aby poznać dokładnie przestrzenną anatomię twarzy, robiłem wcześniej modele w plastelinie.
Ta fotografia pokazuje moje stanowisko pracy. Większość narzędzi wykonałem samodzielnie, część kupiłem – gromadziłem je przez prawie trzy lata.
Pokazuję proces wygrzewania blachy, na skutek którego staje się ona bardziej plastyczna i podatna na formowanie metodą wyciągania i repusowania. Repusuję za pomocą specjalnie przygotowanych przez siebie punc.
Aby zamontować maski na obrazie, muszę przygotować odpowiednie krosna, Pod płótnem umieszczam płytę MDF o grubości 5mm, do której mogę przykręcić maskę.